Przede wszystkim jednak, cykada cała jest śpiewem.

PRZEWIŃ ABY ZOBACZYĆ WIĘCEJ

KULTURA

Tajemnicze życie cykady.
W Litochoro i nie tylko.

24 MARCA 2021 | LITOCHORO | 12 MIN

Był środek upalnego lata, szczyt sezonu urlopowego. Stałem przed Muzeum Archeologicznym w Heraklionie na Krecie, wśród tłumu turystów. Delektowałem się porażającym słońcem lipca, bujną przyrodą na skwerku obok i mającym za chwilę nastąpić estetycznym szaleństwem wnętrz pałacu króla Minosa. To był mój pierwszy raz w Grecji, wszystko było nowe, ciekawe i ekscytujące.

Tylko to głośne piłowanie, jakby jakiegoś metalu o metal, nie licowało za bardzo z podniosłością chwili. Czyżby jakiś kolejny przeciągający się remont i permanentna przebudowa? Pewna regularność frazy i rytmiczność piłowania nasuwała jednak podejrzenia, że nawet w kraju południowej swobody i wrodzonego wyczucia heksametru, robotnicy budowlani mogą nie mieć aż tyle fantazji. Po pewnym czasie dopiero, zdałem sobie sprawę, że “piłowanie” nie pochodzi od maszyny. To cykada – mały niepozorny owad, bliski kuzyn naszego konika polnego. Słyszałem (rzadziej widziałem) później cykady w wielu miejscach na Krecie, w Grecji kontynentalnej i w wielu innych zakątkach Morza Śródziemnego. Równie głośne i nieco wyciszone, grające z samego rana, w południe i przed wieczorem; śpiewające solo, w różnych składach kameralnych i w ogromnych chórach tysięcy wokalistów. Czy może raczej skrzypków czy wiolonczelistów, bo instrumentem cykady są specjalnie przekształcone części szkieletu zewnętrznego, naprężane i zwalniane, podczas gdy całe ciało stanowi pudło rezonansowe.

Dźwięk cykad jest nad Morzem Wewnętrznym wszechobecny, dla mnie jednak był kompletnym zaskoczeniem. W przewodnikach piszą o delfinach w Knossos, teatrze w Epidauros czy freskach cerkwi Panagia Kontariotissa niedaleko Katerini; nawet o pogodzie na Olimpie i promach kursujących miedzy Amorgos a Astipaleą . Nikt jednak nie ostrzegał mnie przed szaleństwem cykad! Do każdej wyprawy można się przygotować, czytać literaturę, wypytywać znajomych, oglądać mapy; nie da się jednak przewidzieć wszystkiego. Więcej nawet, każda podróż niesie ogromnie dużo przeżyć całkowicie niespodziewanych i zaskakujących, i te właśnie stają się często najbardziej ekscytujące i trwałe.

A cykady nie przestają mnie fascynować. Wiele lat spędzają w stadium larwalnym pod ziemią, zagrzebane na głębokości od 30 do 250 cm. Pod koniec maja wychodzą na powierzchnię, przepoczwarzają się do postaci dorosłej, zrzucają swój przezroczysty, hitynowy pancerzyk, który długo jeszcze może wisieć na drzewie i zaczynają śpiewać. Dorosłe osobniki żyją tylko kilka tygodni, żywiąc się głownie sokami roślin. Mają przezroczyste, żyłkowane skrzydła, ale latają dosyć nieporadnie. Jednak te skrzydła to prawdziwe arcydzieła biotechnologii. Ich powierzchnia jest super hydrofobowa, to znaczy zbudowana z bardzo małych stożkowych elementów, “odpychających” wodę, która spływając myje skrzydła. Na ich powierzchni świetnie skrapla się za to rosa, cykady myją zatem swój aparat ruchu także jak nie ma deszczu.

Ale to nie wszystko: stożkowate nano-kolce, z których skrzydła są zbudowane maja także taką właściwość, że bakterie, które się na nich osiadają są mechanicznie rozrywane na strzępy. Skrzydła cykady to jedyny znany nam biomateriał, który niszczy bakterie!  Czy można się zatem  dziwić, że już w starożytności cykada była symbolem odradzającego się życia, wiecznej młodości i nieśmiertelności?

Przede wszystkim jednak, cykada cała jest śpiewem. Ok., być może jest to muzyka miła jedynie dla ucha partnerki samca, który wydaje te dźwięki, ale z pewnością trudno mu odmówić wytrwałości i potęgi brzmienia. Szczegółów budowy instrumentu muzycznego cykady nie podejmuje się opisywać. Powiem tylko – jest on skomplikowany. Do tego cykada podchodzi do budowy frazy całościowo. Ma aparat do wytwarzania dźwięków, w następnej kolejności rodzaj pudła rezonansowego do jego wzmacniania (połowa ciała samca to pudło rezonansowe), w końcu wykorzystuje powierzchnie, na których siada i względne ustawienie swojego ciała, do modulacji i dodatkowego wzmocnienia melodii. Jak każdy prawdziwy muzyk, cykada potrafi też słuchać; posiada specjalnym aparat do odbierania dźwięków (zarówno samiec jak i jego partnerka), jednak samiec wyłącza go, kiedy sam gra. I trudno mu się dziwić, natężenie dźwięku, jakie potrafi wytworzyć sięga 120 dB, co skutecznie zniszczyłoby nie tylko jego własnych aparat, ale także narząd dorosłego człowieka, gdyby chciał posłuchać koncertu z bardzo bliskiej odległości. 

Odczuwam pewne duchowe pokrewieństwo z cykadą. Po pierwsze miłość do muzyki; ale także upodobanie do wysokich temperatur. Wartość od której mój hałaśliwy artysta zaczyna się czuć dobrze to 29º C. Wtedy także jego instrument jest najbardziej efektywny, a muzyka rozbrzmiewa naprawdę potężnie. To dlatego cykady słychać najlepiej w upalne dni, w popołudniowych, gorących godzinach. Mało tego, dla lepszej skuteczności, cykady potrafią podnieść temperaturę swojego ciała o 4-5º C, a niektóre gatunki nawet o 20º C ponad temperaturę otoczenia, co u zwierząt zmienno cieplnych jest nie lada wyczynem!

Cykada cała jest śpiewem i ze śpiewu się narodziła. Starożytni Grecy znali co najmniej dwa mity o pochodzeniu cykady. Pierwszy przytacza Platon w Fajdrosie – jednym ze swoich najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych dialogów. W tłumaczeniu Władysława Witwickiego [*] ten fragment brzmi w ten sposób:

Otóż powiadają, że [cykady] były niegdyś ludźmi, kiedy jeszcze Muz nie było. A kiedy przyszły Muzy i zjawił się śpiew po raz pierwszy, taki zachwyt szalony ogarnął niektórych ludzi ówczesnych, że dla śpiewu zaniedbywali jadła i napoju. Śpiewali tylko i marli, nie zdając sobie z tego sprawy.

Mamy zatem szaleństwo śpiewu aż po grób. I to ludzkie z natury szaleństwo, tylko  wtórnie przeniesione do królestwa zwierząt.  Muzy wzruszone bowiem takim oddaniem dla ich wynalazku, zamieniły zapalonych śpiewaków w cykady, tak aby mogli oddawać się swej pasji bez przerwy. I rzeczywiście w sposobie istnienia cykad jest coś zadziwiającego. Najpierw wiele lat pod ziemią, w całkowitej ciemności. Potem niesamowita, magiczna przemiana (zobacz film poniżej), ciało zbudowane jak instrument muzyczny i cztery tygodnie prawie nieustannego śpiewu w oślepiającym słońcu południa – cykady grają po kilkanaście godzin dziennie, prawie nic nie jedząc!

A właściwie po co to wszystko? Nie trzeba wielkiej przenikliwości, żeby zauważyć, że śpiew cykady jest w istocie posuniętym do granic ostateczności, ekstatycznym hymnem miłości. Samiec wykonuje przecież pieśń zalotną. Tu dochodzimy do drugiego mitu o pochodzeniu owadów-muzykantów.

W homeryckim Hymnie do Afrodyty z VI w. p.n.e. znajdujemy opowieść o młodzieńcu imieniem Tithonus, który był rapsodem (śpiewakiem, poetą) i kochankiem Eos – bogini świtu. W podzięce za jego miłość, bogini ofiarowała mu nieśmiertelność. Nic jednak nie jest idealne (szczególnie w świecie homeryckich mitów). Tithonus był nieśmiertelny, ale nie był wiecznie młody. Starzał się coraz bardziej, kurczył, był coraz mniejszy, aż w końcu Eos zmieniła go w cykadę, aby w ten sposób móc chociaż słyszeć głos ukochanego.  Czyli miłość jako ocalenie? Czy raczej ocalenie jako dowód miłości na przekór i mimo wszystko. Trzeba bowiem pamiętać, że miłość między bogiem a śmiertelnikiem była w świecie homeryckim czymś rzadkim i niebezpiecznym, łamała bowiem naturalny, ustalony od zawsze porządek rzeczy. W triadzie bogowie-ludzie-zwierzęta cykady miały pozycje wyjątkową, będąc w istocie każdym z tych bytów po trochę.
Na koniec uwaga lingwistyczna. W wielu językach wyraz cykada jest klasyczną nazwą dźwiękonaśladowczą, próbującą oddać charakterystyczną pieśń niestrudzonego owada. Po angielsku mamy “cicada”, po niemiecku “zikade”, po francusku “cigale” a po grecku “tzitzika” [Τζίτζικα]. Jednak w starogreckim języku Homera cykada to “tettix” [τέττιξ]. Czyżby zatem starożytni Grecy słyszeli trochę inaczej? A może to boskie owady zmieniły sposób koncertowania?

* * *

W Litochoro cykady szczególnie upodobały sobie ścieżkę z Lakkos do Lambady, wzdłuż potoku Enipeas. W letnie dni cała dolina huczy ich śpiewem, Jestem im wdzięczy, że nie są jak ich amerykańscy kuzyni – którzy pojawiają się raz na 17 lat – i z końcem czerwca wyjdą z ziemi, rozwiną skrzydła, wysuszą je na słońcu i zaczną grać. Nie mogę się już doczekać…

Piękny film o przemianie cykady w serwisie Vimeo. Samuel Orr “Return of the Cicadas”

Dodatek

dla czytelników nie stroniących od filozofii

Z pozoru cykady nie odgrywają w Fajdrosie bardzo znaczącej roli. [*] 
Co prawda jest to jedyny dialog Platona, który odbywa się poza miastem, na łące pod dużym platanem i towarzyszą mu grające niestrudzenie owady, ale oprócz tego, bezpośrednio wymienione są tylko raz w opowieści o Muzach i narodzinach muzyki.  Jednak ta opowieść jest nieco dłuższa niż przytoczono powyżej fragment i wynika z niej także, że cykady są pośrednikami między światem śmiertelnych a światem bogów, wstawiając się przed Muzami za ludźmi, którzy je czczą.  Znaczy to także, że cykady jako skutek metamorfozy, która dokonuje się dzięki boskiej interwencji Muz, reprezentują dusze, które osiągnęły wyższy poziom świadomości, niż pozwala na to obecność ich fizycznych ciał.

Wydaje się jednak, że cykady obecne są w Fajdrosie także na znacznie głębszym poziomie, niejako u podstaw wyobraźni Platona, na poziomie sposobu obrazowania najważniejszych dla dialogu metafor. Fajdros to dialog o miłości i o duszy. Właśnie w tej kolejności, bo dla Platona najwyższy poziom miłości to miłość duchowa. Przy tym dusza, która dzięki uczuciu wstępuje na wyższy poziom zostaje uskrzydlona. Skrzydła duszy odrywają ważne rolę w wielu dialogach, ale szczególne znaczenie mają w Fajdrosie. I właśnie te skrzydła opisywane są zawsze jako skrzydła cykad! Mało tego. Podstawowa dla dialogu przemiana duszy pod wpływem miłości, opisana jest w kategoriach transformacji cykady z larwy do postaci dorosłej. Z wieloma szczegółami, świadczącymi o uważnej obserwacji i znajomości rzeczy, która zadziwia nawet współczesnych entomologów. Sokrates opisuje Fajdrosowi co się dzieje z duszą, a wygląda jakby opisywał szczegóły wyłaniania się cykady ze starej powłoki do postaci muzyka-wirtuoza. Z kluczowymi momentami: palpitacją serca, wydzielaniem w nadmiarze płynów (jeden z entomologów stwierdza że “całe ciało [cykady] staje się chwilowo dużym gruczołem wydzielającym”), pękaniem zewnętrznej powłoki, rozwijaniem skrzydeł, a nawet suszeniem ich na słońcu. Można czytać 31 czy 36 rozdział Fajdrosa, można też popatrzeć na piękne wideo, zamieszczony poniżej. Podobieństwo współczesnych kadrów filmowych i opisów Platona uderzające!

[*] Ktoś mógłby powiedzieć, że cykady w ogóle nie pojawiają się w Fajdrosie. Starogreckie “tettix” Witwicki raz tłumaczy jako “świerszcze”, raz jako “powiki”, nie rozumiejąc chyba ich roli w dialogu i w kulturze greckiej. Niestety podobny błąd popełniają tłumacze innych języków. Najpopularniejszy angielski przekład Benjamina Jowetta używa określenia “grasshopper” czyli konik polny.

ZOBACZ TAKŻE

Korfu – samochodowa ballada

Nieodłącznym elementem krajobrazu wyspy Korfu są porzucone samochody. Chociaż “porzucone” to właściwie nie najlepsze słowo. Sugeruje ono, że ktoś niedbale zostawił samochód w przypadkowym miejscu – a tu z pewnością …

+ CZTAJ DALEJ
Peloponnese by bike

Peloponez na rowerze

Pięć tygodni jazdy na rowerze. 1435 km i ponad 17 tys. m przewyższeń. W sensie sportowym czy turystycznym to żaden wyczyn; nie chodziło jednak o rekordy, ale o bycie w …

+ CZTAJ DALEJ

Grobowce Królów Macedonii

Na początku trzeba wybrać jakieś miejsce na mapie: Metsovo, Dolina Tempi albo Vergina. Nie może być zbyt blisko, podróż musi odzwyczaić od codzienności, przygotować do tego co nowe i niespodziewane.

+ CZTAJ DALEJ

Pieczęć z Pylos

Jest maj 2015 roku. Teren wykopalisk archeologicznych w rejonie Pałacu Nestora, w południowo-zachodniej części Peloponezu, 15 km od współczesnego miasteczka Pylos nad zatoką Navarino.

+ CZTAJ DALEJ

Blade Runner na Peloponezie

Tego dnia miałem przejechać przez góry. Niewysokie. Oddzielające środkową część Peloponezu od wschodniego wybrzeża. To było w drugim tygodniu mojej podróży wokół wielkiego greckiego półwyspu.

+ CZTAJ DALEJ

Goumarostali Vertical Mile

Logo zawodów Goumarostali Vertical Mile na pierwszy rzut oka przypomina tarczę rycerską. Podobny kształt, główny napis na górze i postać patrona w samym środku.

+ CZTAJ DALEJ