10 LIPCA 2024 | LITOCHORO | 8 MIN
Chariots of Fire
Muzyka Vangelisa i radość biegania
10 LIPCA 2024 | LITOCHORO | 8 MIN
Chariots of Fire
Muzyka Vangelisa i radość biegania
W 1982 roku nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej za najlepszą muzykę oryginalną otrzymał Vangelis Papathanassiou – słynny grecki kompozytor, jeden z najwybitniejszych twórców muzyki filmowej w historii – za ścieżkę dźwiękową do filmu Chariots of Fire w reżyserii Hugh Hudsona. Wszyscy znają tytułowy utwór z tego filmu, stał się on częścią kultury masowej, wielokrotnie odtwarzany, wykorzystywany przy najróżniejszych okazjach, wielokrotnie też parafrazowany i przerabiany. Ale chyba najlepiej znają go biegacze, kompozycja Vangelisa można usłyszeć w czasie startu wielu różnych zawodów biegowych, może jeszcze częściej w trakcie ceremonii wręczenia nagród. I trudno się dziwić, Chariots of Fire to w końcu film o bieganiu. Jednak mimo, że wszyscy znają muzykę, mało kto wie o czym właściwie jest ten film. A warto się nad tym przez chwilę pochylić, choćby z względu na niezwykłość tytułu.
W 1982 roku nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej za najlepszą muzykę oryginalną otrzymał Vangelis Papathanassiou – słynny grecki kompozytor, jeden z najwybitniejszych twórców muzyki filmowej w historii – za ścieżkę dźwiękową do filmu Chariots of Fire w reżyserii Hugh Hudsona. Wszyscy znają tytułowy utwór z tego filmu, stał się on częścią kultury masowej, wielokrotnie odtwarzany, wykorzystywany przy najróżniejszych okazjach, wielokrotnie też parafrazowany i przerabiany. Ale chyba najlepiej znają go biegacze, kompozycja Vangelisa można usłyszeć w czasie startu wielu różnych zawodów biegowych, może jeszcze częściej w trakcie ceremonii wręczenia nagród. I trudno się dziwić, Chariots of Fire to w końcu film o bieganiu. Jednak mimo, że wszyscy znają muzykę, mało kto wie o czym właściwie jest ten film. A warto się nad tym przez chwilę pochylić, choćby z względu na niezwykłość tytułu.
Jeśli jakaś scen z filmu Hudsona jest bardziej popularna to z pewnością początkowe kadry biegu po plaży. Oto grupa młodych ludzi w nieco archaicznych z naszego punktu widzenia, śnieżno-białych strojach biegnie brzegiem morza. Kamera powoli pokazuje prawie każdego z biegaczy, nie wyróżniając nikogo, a więc zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, że są wśród nich nasi główni bohaterowie. Stroje są archaiczne, technika biegu także nieco niedzisiejsza, ale za to muzyka to masz główny motyw, czysto syntezatorowe, kosmiczne dźwięki Vangelisa, z fortepianowym głównym motywem, nie przystające pozornie do tej odległej epoki. To co jednak jest absolutnie uniwersalne i zrozumiałe to niezwykła radość i euforia na twarzach biegaczy. Dzieło Hugh Hadsona jest bowiem przede wszystkim filmem o radości bieganie. Ale także o tym, że w bieganiu nie zawsze chodzi tylko o bieganie.
Olimpiada w Paryżu, 1924
Film Chariots of Fire opowiada historię dwóch sportowców przygotowujących się do Olimpiady w Paryżu w 1924 roku: Harolda Abrahamsa i Erica Liddella. Abrahams był angielskim Żydem, który przez bieganie próbował przezwyciężyć otaczający go antysemityzm. Liddell wywodził się ze szkockiej rodziny misjonarzy prezbiteriańskich i bieganie konkurowało u niego z służbą Bogu. Obaj byli sprinterami i mieli zmierzyć się na dystansie 100 m. Jednak Liddell zrezygnował, kiedy okazało się, że eliminacje do najszybszego sprintu miały się odbywać w niedzielę, a dla niego był to dzień poświęcony Bogu. Wystartował w końcu na 400 m i wygrał (zobacz wideo z 1924 r.). Dla obu bieganie było czymś więcej, znaczyło bardziej, dawało niezwyczajną radość, co otwierająca film scena biegu po plaży świetnie pokazuje.

Chariots of Fire - pierwszy trop
Dlaczego jednak film nosi tytuł Chariots of Fire?
Wyjaśnieniem nie jest z pewnością osoba kompozytora muzyki, ale warto to wspomnieć, że Vangelis zanim stał się ikoną muzyki filmowej, był założycielem i członkiem zespołu Aphrodite’s Child , którego najsłynniejsze dzieło – album 666 jest w całości oparte na motywach z Apokalipsy św. Jana. Ten religijny element nie jest tu z pewności bez znaczenia.
Główny trop prowadzi jednak do Huberta Perry’ego, który w 1916 roku skomponował hymn And did those feet in ancient time (Jeruzalem), jako rodzaj podniosłej, uroczystej pieśni religijno-patriotycznej, dodającej otuchy żołnierzom na frontach przedłużającej się I wojny światowej. Pieśń stała się szybko tak popularna, że spełnia częściowo rolę angielskiego hymnu narodowego. Śpiewana jest chętnie do dzisiaj, zawsze jako coś więcej niż zwykła piosenka, wykonywana i słuchana zawsze na stojąco.
poemat Williama Blake'a - drugi trop
Jednak słowa do niej są znacznie starsze. Ich autorem jest jeden z największych poetów języka angielskiego (a także niezwykły filozof i malarz) Wiliam Blake. Nasz hymn jest w istocie wstępem do jego poematu Milton: A Poem z 1804 roku. Jak to często bywa u Blake’a, utwór jest pełen śmiałych metafor, czasami tak wieloznacznych, że badacze ciągle nie są zgodni jakie jest jego szczegółowe znaczenie. Generalnie chodzi jednak o zachętę do działania. Jest zatem “płonący złotem łuk”, “strzały pożądania” i oczywiście tytułowy “rydwan ognia”. Z naszego punktu widzenia ciekawy jest ostatni werset, z oczywistym przesłaniem, że tylko połączony wysiłek psychiczny i fizyczny prowadzi do ostatecznego zwycięstwa. Nie było wtedy trenerów personalnych, więc myśl ta wyrażona jest w sposób nieco zawoalowany:
I will not cease from Mental Fight,
Nor shall my Sword sleep in my hand,
Till we have built Jerusalem
In England’s green and pleasant Land.
Warto zaznaczyć, że w języku religijnym “budowanie Jeruzalem” oznacza sprowadzanie raju na ziemię, co przekładając na nieco bardziej ludzką miarę, zawsze oznacza realizację najbardziej ambitnych celów.
Chariots of Fire by Wiliam Blake
Prorok Eliasz w niebie - trzeci trop
Jednak to nie William Blake wymyślił tytułowe rydwany ognia. Ta śmiała idea zaczerpnięta została z Biblii. W drugim rozdziale II Księgi Królewskiej Starego Testamentu, prorok Eliasz zostaje wzięty do nieba. Bóg przysyła po niego ognisty rydwan, zaprzężony oczywiście w ogniste konie. W szóstym rozdziale tej samej księgi rydwany ognia pojawiają się także w liczbie mnogiej, nie jest to więc licentia poetica Blake’a.
Warto też wspomnieć, że w Grecji Prorok Eliasz jest jednym najbardziej popularnych świętych. Mimo że scena jego wniebowzięcia opisana w Biblii rozegrała się gdzieś nad brzegiem rzeki Jordan, ogromna ilość szczytów nad Morem Egejskim nosi imię tego ognistego proroka (np. jeden wierzchołków Olimpu czy najwyższy szczyt gór Tajget na Peloponezie).

Chariots of Fire - w poszukiwaniu ostatecznego sensu
W najbardziej popularnej interpretacji rydwany ognia są zatem utożsamiane z niezwykłymi mocami, dzięki którym możemy dokonywać rzeczy niemożliwych. Inna interpretacja sugeruje jednak, że to wielcy sportowcy, tacy jak Abrahams i Liddell, są tymi rydwanami ognia, dzięki którym ludzkość może wznieść się na wyżyny szczęścia i sięgnąć nieba. Mamy zatem kompletny model “szczęścia biegacza”: z filmu Hadsona bierzemy zachwyt nadmorskiego biegu i wzruszenie muzyką Vangelisa, z hymnu Perry’ego wartość wspólnoty i szczyptę patosu, z Blake’a idealną symbiozę duszy i ciała, a od proroka Eliasza wiarę, że wszystko może się zdarzyć.
I wiemy już dlaczego biegacze ultra tak lubią góry: stamtąd bliżej do nieba.
Podobnie jak w przypadku kilku innych dzieł filmowych Vangelisa, oryginalna ścieżka dźwiękowa nigdy nie została wydana na płycie. Album Chariots of Fire dostępny od 1981 roku zawiera utworzy specjalnie nagrane na potrzeby tego wydawnictwa, wzbogacone aranżacyjnie w stosunku do wersji filmowej. Warta uwagi jest też wersja wydana w 2012 roku pod nazwą Chariots of Fire. The Play. Zawiera ona dodatkowe utwory skomponowane specjalnie na potrzeby wersji scenicznej Chariots of Fire.
Na koniec warto odnotować, że tak lubiana przez biegaczy muzyka pochodzi z najbardziej płodnego okresu twórczości Vangelisa. W tym czasie powstały bowiem kolejno – w duecie z Jon’em Andersonem – płyty: Short Stories (1980), The Friends of Mr Cairo (1981) i Private Collection (1983), a w 1982 kolejne filmowe arcydzieło Vangelisa Blade Runner.




WIECEJ POSTÓW O KULTURZE GRECKIEJ
ZOBACZ TAKŻE

Peloponez na rowerze
CZYTAJ DALEJ

Glistrokoumaria - greckie drzewo truskawkowe
CZYTAJ DALEJ

Ścieżka twoich marzeń. Z Chora Sfakion do Plaży Elafonisi
CZYTAJ DALEJ


