Zvara

o muzyce, tańcu, biegach Zagori i kosmicznej religii Grecji

24 PAŹDZIERNIKA 2022 | TSEPELOVO, ZAGORI | 20 MIN

W samym sercu Gór Pindos, w małej wiosce Tsepelowo, co roku w drugiej połowie lipca odbywają się zawody Zagori Mountain Running. Do wyboru są cztery dystanse, ale start każdego z nich jest nieco podobny: tłum zawodników, niezwykła atmosfera podniecenia, zwyczajowe odliczanie i… odtwarzana z głośników muzyka: ostry gitarowy zgrzyt na początku, później zaśpiew jakiegoś dętego instrumentu, potężne riffy gitary i basu połączone z przytłaczającymi uderzeniami perkusji, w końcu wokal.

Zvara - pieśń buntu

Wszystkie to dźwięki usłyszałem po raz pierwszy w lipcu 2019 roku i od razu poczułem, że to moja muzyka. Klasyczny gitarowy rock wywodzący się w prostej linii z muzyki Jimi Hendrixa i zespołu Led Zeppelin, zanurzony jednocześnie głęboko w greckiej tradycji. Jednak Zagori jako region, a zawody Zagori Mountain Running w szczególności, mają tak wiele do zaoferowania i budzą tak wiele emocji, że bezpośrednio po tym jak przebiegłem moje 80 km o muzyce ze startu nieco zapomniałem, a może lepiej powiedzieć, że trwała ona w mojej świadomości u jakimś uśpieniu, czekając na swój czas.

W końcu dowiedziałem się, że utwór towarzyszący wszystkim startom nazywa się Zvara, wykonuje  go zespół Villagers of Ioannina City (VIC) i jest to rodzaj hymnu tych największych w Grecji zawodów. Przez chwilę wydawało mi się nawet, że skoro zespół wywodzi się z Ioanniny, miasta położonego na granicy Zagori, na początku jest coś o górach, wybór tego utworu na hymn zawodów jest rodzajem przypadku. Dokładnie mówiąc lokalnego przypadku. Jednak im dłużej słucham VIC, im dokładniej śledzę teksty utworów, tym bardziej jestem przekonany, że przypadku nie ma w tym żadnego. Twórczość Villagers jest jakby stworzona do opisu wszelkich zmagań, szczególnie biegowych, a co najciekawsze w tej twórczości znakomicie odbijają się pewne aspekty kultury greckiej. Dodatkowo odnoszę coraz większe wrażenie, że bieganie po górach i muzyka Villagers tworzą jakiś zadziwiający splot wzajemnych powiązań znaczeniowych, pozwalający lepiej zrozumieć oba zjawiska. Przyjrzyjmy się zatem temu nieco dokładniej. 

Okładka płyty Zvara/Karakolia EP. Mantra Records, 2014

Villagers of Ioannina City - hippisowska utopia

Utwór Zvara pojawił się po raz pierwszy na drugiej, małej (EP) płycie Villagers of Ioannina City, wydanej w listopadzie  2014 roku przez wytwórnię Mantra Records. Oprócz tytułowego numeru płytka ta zawiera tylko jeden utwór pt. Karakolia. Oba śpiewane są po grecku (duża cześć repertuaru VIC wykonywana jest w języku angielskim) i oba znakomicie definiują styl zespołu, określany przez krytyków jako psychodelic,  stoner i folk rock. Ostre, „metalowe” brzmienie, rozbudowane utwory, często z długimi improwizacjami, wykorzystywanie ludowych instrumentów i struktur muzycznych z regionu Epiru w zachodniej Grecji. Niezależnie jednak od tych formalnych definicji, bardzo trafne wydaje się określenie, że Villagers of Ionnina City to zespół hippisowski. Wiele elementów w ich muzyce na ten złoty okres muzyki rockowej wskazuje, a utwór Zvara jest tego dobrym przykładem. Pierwszym elementem  jest bunt, i to już w warstwie języka, a dokładniej jego formy. Wiele greckich tekstów zespołu dalekich jest od literackiej poprawności, zawierają one wiele słów slangowych albo wywodzących się z lokalnego dialektu lub i jednych i drugich.
W warstwie znaczeniowej Zvara to bunt totalny z odrobiną utopii, ale jednocześnie wezwanie do działania: „idźcie przez góry, miasta i wyspy, zbierzcie wszystkich i spalcie wszystko co stare i złe, tak aby na tym miejscu wyrósł piękny kwiat” (to luźna trawestacja tekstu, w żadnym wypadku nie tłumaczenie). Jednak tym co najlepiej definiuje VIC jako zespół buntowniczy i wykraczający poza szablony jest warstwa muzyczna. Metalowe na pierwszy rzut oka brzmienie złamane jest przez wyrafinowane pochody harmoniczne, rozbudowane improwizacje i użycie melodycznych instrumentów dętych. Najważniejszym z nich jest klarnet, ale strojony wg  wschodniej skali, dlatego jego dźwięk często przypomina saksofon sopranowy. Zespół używa też rodzaju fletu pasterskiego z rejonu Epiru zwanego kaval i lokalnej wersji dud. To właśnie klarnet gra na początku Zvary, a w wielu innych utworach wykonuje najbardziej charakterystyczne improwizacje. Schematyczny rysunek tego instrumentu używany jest też w wielu grafikach zespołu, stanowiąc rodzaj znaku rozpoznawczego.
Wspomniany powyżej saksofon sopranowy w oczywisty sposób kojarzy się z jazzem i nie chodzi tylko o jego brzmienie, ale bardziej o rodzaj ekspresji i intensywność wywoływanych emocji. W warstwie muzycznej bowiem Zvara  to przede wszystkim uniesienie, euforia i  ekstaza. Nie wiem czy Konstantis Pistiolis, który gra w Villagersach na klarnecie słucha Johna Coltrane’a ale duch tego wielkiego artysty z pewnością się nad muzyką VIC unosi.

Wąwóz Vikos, środkowy odcinek trasy Zagori Marathon, widok z Beloi

Tsepeloovo i Maraton Zagori

Podobne uniesienie i euforia towarzyszyły mi na starcie Zagori Marathon, w tym roku. Tsepelovo – miejsce startu i mety – to wioska z szarego kamienia. Kamienne są tam domy, ich dachy, a nawet drogi i oczywiście… mosty. Kamień to znak rozpoznawczy Zagori. Podobnie jak (ciągle zielone w lipcu) góry, które w wyższych partiach zbudowane są z białego kamienia i często tworzą pionowe ściany. Krajobraz przypomina więc nieco włoskie Dolomity. Tsepelovo to wioska turystyczna, ale w dużym stopniu opuszczona. Pięknie wyremontowane i atrakcyjne pensjonaty i małe hoteliki sąsiadują z rozsypującymi się starymi zabudowaniami, które coraz skuteczniej pochłania roślinna dżungla. W opustoszałych ogródkach ciągle rosną drzewa owocowe, przejrzałe czereśnie, których nikt już nie zbiera, właśnie zmieniały się w suche pestki z cienką warstwą skórki, ale małe, żółto-fioletowe śliwki były idealnie dojrzałe. Tsepelowo to wioska opuszczona, więc wszystko tam wydaje się nieco na wyrost. Specjalnie dla biegaczy przygotowane miejsca noclegowe zlokalizowano obok starej, opuszczonej szkoły. Jej budynek jest tak ogromny, rozrzucony na różnych poziomach, z przestronnym holem i długimi, labiryntowymi korytarzami, że trudno już wyobrazić sobie jak gwarna musiała to być kiedyś miejscowość. Cicha i senna na co dzień, na kilka dni zawodów zmienia się w tętniące życiem centrum sportowe. Tradycyjna, jakby zatrzymana w czasie scenografia, a na jej tle kolorowy festiwal biegów górskich. Trudno nie czuć podniecenia w takim miejscu.

Początek biegu to główna ulica wioski, dziesiątki stolików w tawernach i kawiarniach na głównym placu pod platanami, a później absurdalnie stromy podbieg. Tylko dwa kilometry i zaczyna się zbieg. Łatwy i szybki. Wszyscy mają jeszcze bardzo dużo sił, więc tempo rośnie. Po następnych trzech kilometrach wbiegamy do pierwszej wioski na trasie. Kapesowo – wydaje się jeszcze bardziej opuszczone i równie kamienne jak Tsepelowo. Za nim zbieg staje się jeszcze szybszy, miękki grunt zachęca do przyspieszania, tym bardziej, że przed oczami pojawia się jedna z największych atrakcji  trasy – potężny, szeroki i bardzo głęboki Wąwóz Vikos. Jego pionowe ściany mają miejscami podobno 1300 m wysokości. Trasa prowadzi częściowo jego dnem, czyli wyschnięta o tej porze rzeką, ale w większości miękką ścieżką pełną zakrętów, która wije się nieco powyżej. Najważniejsze jednak, że generalnie przemieszczamy się w dół wąwozu, a więc prędkość wzrasta. Na tym odcinku biegłem z dwójką przyjaciół, zmieniając się co chwilę na prowadzeniu, a wiadomo, że nic nie wywołuje większej euforii niż taki wspólny bieg. W głowie ciągle brzmiała mi Zvara z samego  początku i wierzyłem że będziemy tak biec przez góry i wioski bez końca.

Kadr z filmu Milosza Formana “Hair” (1979). Początek - Aquarius.

Hair and Age of Aquarius

Trudno pisać o ruchu hippisowskim nie wspominając słynnego filmu Milosza Formana Hair z 1979 roku, szczególnie jego niesamowitej czołówki. Scena pożegnania przed odjazdem autobusu na jakiejś amerykańskiej prowincji, kilka pocztówkowych obrazków Stanów Zjednoczonych i jesteśmy w nowojorskim Central Parku. Kolorowe stroje, znakomicie zaaranżowana sekwencja taneczna i oczywiście muzyka. Świat wiruje,  kamera razem z nim, a główny bohater nie może się nadziwić, że taki świat w ogóle może istnieć. Utwór, który stanowi siłę napędową tej sceny nazywa się Aquarius i eksploruje jeden z najbardziej popularnych motywów ruchu hippisowskiego i generalnie wielu ruchów milenarystycznych. Oto nadchodzi Era  Wodnika (albo już jest), czas na zmiany, na świecie zapanuje, pokój, zrozumienie i miłość miedzy ludźmi; to co złe przeminie. Przesłanie tego utworu w sensie leksykalnym nie jest wiele bogatsze niż przedstawione powyżej omówienie. Nawet słynny początek “When the Moon is in the Seventh House and Jupiter aligns with the Mars” mimo że brzmi jak precyzyjna definicja, w sensie astronomicznym czy nawet astrologicznym nic nie znaczy, jest to tylko zwykła licencja poetica autora tekstu, pozorująca jakąś wiedze ezoteryczną. W całościowej wymowie filmu Formana ta umowność znaczeniowa tekstu Aquarius’a w niczym zresztą nie przeszkadza, ma służyć tylko jako wprowadzenie do hippisowskiego tematu, szczególnie że w warstwie muzycznej i tanecznej dzieje się znacznie więcej.

Okładka albumu Age of Aquarius. Mantra Records, 2019

Villagers of Ioannina City także eksplorują motyw Wodnika, jednak na znacznie głębszym poziomie. Nagrali cały koncept album pod tytułem Age of Aquarius, gdzie wszystkie utwory z tytułowym tematem są jakoś związane, a sam motyw Aguariusa otrzymuje chyba najbardziej rozbudowany w muzyce rockowej kontekst i filozoficzno-kosmologiczne rozwinięcie. Rozwiniecie to z jednej strony mocno definiuje VIC jako zespół hippisowski, jednocześnie jednak mocno zakorzenione jest w kulturze greckiej.

naukowe podstawy

Ale czym właściwie jest Era Wodnika?
Podstawy są jak najbardziej naukowe. Okazuje się że ziemska oś obrotu wykazuje pewne zaburzenia ruchu. Mówiąc dokładnie podlega zjawisku powolnej precesji, czyli obraca się wokół pewnego punktu w przestrzeni kreśląc na niebie okrąg. Dokładnie jak zakręcony dziecięcy bączek-zabawka albo metalowy stożek w filmie Inception, na chwile przed upadkiem). Okres jednego pełnego obrotu wynosi około 26  tys. lat. W takim samym tempie przesuwa się oczywiście punkt równonocy wiosennej (punkt Barana), czyli punkt przecięcia płaszczyzny ekliptyki z równikiem niebieskim, defilując na tle dwunastu gwiazdozbiorów odpowiadających dwunastu znakom zodiaku.
A skoro pełny obrót zajmuje 26 tys. lat, gwiazdozbiorów-znaków zodiaku mamy 12, w każdym gwiazdozbiorze punkt Barana przebywa ok 2160 lat. I to są właśnie ery w historii ludzkości, każda odpowiada jednemu znakowi i trwa około 2160 lat – tu nauki nie ma już żadnej, to czysta astrologia! Żeby nie było zbyt prosto…  Wszystkie te liczby nieprzypadkowo mają określenie „około”. Precesja ziemskiej osi obrotu wynika z oddziaływania Księżyca, Słońca i innych planet; a te oddziaływania się wzajemnie nieco wzmacniają lub nico znoszą, więc nie da się ich precyzyjnie obliczyć. Gwiazdozbiory nie są rzeczywistymi zbiorami gwiazd połączonymi oddziaływaniami grawitacyjnymi, tylko dosyć przypadkowymi kolekcjami świecących obiektów na niebie widzianymi z perspektywy Małej Niebieskiej Planety. Gwiazdozbiory są różnej wielkości i nie mają „granic” – albo nie wiadomo gdzie te granice przebiegają (ostatnio zostały zresztą nieco inaczej zdefiniowane). Dlatego nie jest oczywiste, czy każda z epok musi trwać tak samo długo, kiedy się zaczyna i kiedy kończy. Wśród astrologów panuje jednak w miarę zgodne przekonanie, że żyjemy gdzieś na przełomie Ery Ryb i Ery Wodnika. W miarę zgodne przekonanie znaczy, że niektórzy astrologiczni specjaliści utrzymują że żyjemy w Erze Wodnika od 1413 roku, a inni że przekroczymy tę magiczną granicę w roku 3597! Ok. większość zgadza się jednak, że nastąpiło to w XX lub nastąpi w XXI wieku. 

Grupa zderzających się galaktyk znana jako Arp 273. Habble Telescope, 17 grudnia 2010. Foto: NASA/ESA

mityczny świat VIC

Mamy zatem Erę Wodnika! Co o niej mówią utwory Villagers of Ioannina City?
Mimo że VIC to zespół ciężkiego rocka nie brakuje w ich muzyce ilustracyjności. Początek pierwszego utworu na płycie Age of Aquarius to niski podkład basowy instrumentów klawiszowych, szmer przepływającej wody i odgłosy grzmotów. Te głosy natury są ciche, na koncertach nie da się właściwie odtworzyć, ale one tam są, budując klimat i wprowadzając pierwsze dwa niezwykle ważne w tym kontekście żywioły: wodę i ogień. Dalej jest „nowa epoka”, „pierwszy promień słońca”, „znaki na niebie”, „pełnia czasu”, „początek nowego życia” i… powódź”. Villagersi budują bowiem swój świat wyobraźni z podstawowych kosmicznych żywiołów: woda, ogień, słońce, niebo, deszcz… Wygląda to trochę jak stwarzanie mitycznego świata na nowo, czy może odtwarzanie go współcześnie na płycie lub na koncertach. Nieprzypadkowo też pojawia się powódź; skoro mamy Wodnika.., W wielu mitach wszystko co nowe rodzi się przecież z wody. Co najciekawsze, w tym mitycznym świecie VIC pojawia się nawet personifikacja Wodnika. Wodnik jest osobą, rodzajem demiurga, albo podróżnika przez czas, który odradza się z wody i deszczu o świcie i przybywa by zmienić świat:
          I’m coming out of river
          Breathing out, I’m finally reborn
          Rain is falling to the shore
          Dawn is coming, the night is almost gone

Jego przybycie jest rodzajem spektaklu, rozpisanego na różne utwory z płyty „Age of Aquarius” i różne osoby. Rozmach inscenizacyjny jest prawie operowy. Pojawia się leśna nimfa, która prowadzi naszego bohatera w góry i pokazuje starożytną (jesteśmy w końcu w Grecji) świątynię z jego imieniem i wezwanie aby zmienił świat, przywrócił światło, pozwolił powrócić nam do Matki Ziemi i przywrócił słońce. Wszystkim bowiem rządzą cykle czasu. Scenografia i intensywność przeżyć coraz bardziej się zagęszcza. Pojawiają się kolizje gwiazd, koniunkcje planet, kosmiczne grzmoty, a przede wszystkim taniec.
Struktura płyty Villagersów, a także struktura poszczególnych utworów to nie jest raczej racjonalna proza, to impresyjna poezja, pełna wieloznacznych obrazów, powtarzających się motywów i scen oglądanych jakby z różnej odległości, zarówno narracyjnych, opowiadających jakąś historię, jak tych odgrywanych przed naszymi oczami. 

Aquarius wg Urania's Mirror. Autor Sidney Hall (lub Reverend Richard Rouse Bloxam, atrybucja nie jest pewna), 1824. Źródło: Wikipedia.

ogień i taniec w nocy

Jedną z licznych kulminacji jest utwór „Dance of Night”. Obraz szalonego, kosmicznego tańca w noc poprzedzającą przybycie Wodnika lub początek Ery Wodnika, co w logice opowieści jest tym samym. Na koncertach na początku tego utworu muzycy wydają dźwięki przypominające wycie wilków, dzikie sylaby nieistniejącego języka, a później dopiero słychać pierwsze, ostre akordy gitary i gitary basowej. Bardzo szybko pojawia się też „refren”, ale w wersji czysto instrumentalnej, jakby motyw przewodni, przytłaczający ścianą dźwięku. Najważniejszy jednak jest puls. Cała muzyka Villagersów pulsuje praktycznie w każdym utworze, ale w Dance of Night ten puls jest szczególnie wyczuwalny. Jakby skupianie i rozpraszanie muzycznej energii. Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że oto zaczyna się wielki spektakl. Kiedy pojawia się perkusja ten  puls jest jeszcze bardziej oczywisty, objawia się jako taneczny rytm, bo numer ma formę tradycyjnego greckiego tańca. Główny szaman i wokalista Aleks Karametis wprowadza nas w szczegóły misterium wyśpiewując tekst, a Konstantis Pistiolis odgrywa niekończącą się improwizacje na dudach. W końcu pojawia się wezwanie:

          Set the pyre
          Lift your spirit higher
          Dance through the fire

          Go! Go! Go!
          Dancing around

Jest oczywiście ogień, przełamywanie ograniczeń umysłu, święty krąg I odnowienie natury. Najbardziej niesamowity jest jednak kosmiczny charakter tego tańca. Okazuje się, że wyrażenie All together znaczy tutaj, że razem z ludźmi tańczą aniołowie, duchy i zwierzęta. Nic dziwnego zatem, że na sam koniec pojawia się kilkakrotne wezwanie “Open your eyes, Open your eyes” – świat uległ przecież całkowitej przemianie, a my staliśmy się jednością z całym wszechświatem.

Taniec żurawia (Geranos) na górnym fryzie słynnej z wazy François, ok. 570–565 BC, Tezeusz, Ariadny i młodzi Ateńczycy wykonują geranos po raz pierwszy. Florencja, Archaeological Civic Museum

taniec wg Gerardusa van der Leeuw'a

Zadziwiające podobieństwo do przedstawionego powyżej obrazu znajdziemy w rozważaniach o tańcu autorstwa Gerardusa van der Leeuw’a, zawartych w słynnym eseju „Czy w niebie tańczą?” Holenderski religioznawca traktował „taniec jako wzmocnienie intensywności życia osiągane dzięki potędze ruchu”. Kosmiczny charakter tańca jest u ven der Leeuw’a jeszcze bardziej widoczny niż u Villagersów, pojawia  się bowiem u niego następujący, natchniony passus:

„Ruch zatacza coraz większe kręgi i przenika wszystko, aż gwiazdy, obłoki i kwiaty zaczynają tańczyć w jednym, ogarniającym cały świat korowodzie. (…) Rytm porywa w dosłownym sensie i udziela się wszystkim, którzy dostaną się pod jego wpływ; taniec ma charakter epidemiczny. W ten sposób ruch staje się w końcu wszechruchem: wszystko toczy się i obraca, podryguje i skacze w rytmie wszechświata. Wszelki ruch w przyrodzie jest uporządkowany rytmicznie, i dlatego praprzyczyna tańca jest identyczna z praprzyczyna kosmosu”.

Villagers of Ioannina City na żywo. Zdjęcie: Zissis Tsoumbos (lekko zmienione)

bieg, taniec i Tezeusz na Delos

Nigdy nie zrozumiałbym znaczenia tańca w świecie wyobraźni VIC i w kulturze greckiej gdyby nie moje osobiste doświadczenia. Taniec i zawody sportowe to w Grecji jakby dwie strony tego samego medalu. Tańce organizowane są po zakończeniu Amorgos Trail Event, przed Zagori Running, Herkules Mountain Marathon i wielu innych zawodów, szczególnie na wyspach. Moja grecka znajoma biegaczka była w stanie tańczyć przez pół nocy po zakończeniu (z najlepszym wynikiem wśród kobiet) zawodów Amorgos i przez bardzo wiele godzin zaraz przed startem Zagori 44 km.
Należy pamiętać, że cały czas nie chodzi tu o taniec parami, ale taniec wspólny, w kręgu, w którym może brać udział 100 albo i więcej osób, a kiedy na głównym placu wioski brakuje miejsca, krąg zmienia się w spiralę, wielokrotnie zakręconą. Wszystko wiruje w rytmie transowej muzyki, utwory trwają po kilkanaście minut, a emocje są nie mniejsze niż na koncertach VIC.

I trudno się temu dziwić skoro już Platon pisał: „Ze wszystkich sztuk, taniec najbardziej wpływa na duszę. Taniec ma boski charakter i jest darem od bogów”. Taki pierwotny taniec po kole i spirali nazywa się w Grecji geranos, jest rodzajem tańca węża, mimo że słowo „geranos” po grecku znaczy żuraw. Znamy też piękny mit o jego pochodzeniu. Oto Tezeusz, po pokonaniu Minotaura przybywa z Ariadną i uwolnionymi młodymi Ateńczykami na wyspę Delos i tam wszyscy wspólnie tańczy geranos po raz pierwszy, objawiając nowy taniec ludziom. Ruchy po kole i po spirali mają naśladować ruchy w labiryncie Minosa na Krecie. Tanic wywodziłby się zatem jeszcze  kultury minojskiej, chociaż jedna z teorii sugeruje, że to taniec był bardziej pierwotny i z niego dopiero narodziła się idea labiryntu.

Labirynt na południowym wybrzeżu Krety, zaraz obok szlaku E-4. Takie labirynty "wybudowane" przez turystów można powszechnie spotkać współcześnie na Krecie i w całej Grecji. Idea labiryntu jak widać jest ciągle żywa, chociaż nie bardzo wiadomo na ile rozumieja ją twórcy tych konstrukcji.

taniec Świętej Trójcy

Żeby dodać tutaj jeszcze szerszy, taneczny kontekst warto wspomnieć, że język grecki ma określenie perichoresis (περιχώρησις – taniec w kole, od περι – wokół i χωρέω – iść naprzód), które w teologii chrześcijańskiej opisuje wzajemne relacje miedzy osobami… Trójcy Świętej. Wyrażenie to pojawiło się już w czwartym wieku, czyli w okresie kształtowania się dogmatu trynitarnego i miało ułatwiać zrozumienie zawiłych problemów teologiczno-filozoficznych, przez odwołanie się do bliskiej i znanej sfery ludzkiej aktywności, wskazując na wzajemnie przenikanie się boskich osób, miłość, pełnię i doskonałość.

Ten taneczny aspekt Trójcy Świętej w tradycji wschodniej widoczny jest nawet w przedstawieniach ikonograficznych, na czele ze słynną ikoną Andrieja Rublowa Trojca, gdzie trzej aniołowie symbolizujący boskie hipostazy wpisani są w koło i wg wielu komentatorów pozostają w tanecznej relacji.

Andrzej Rublow - Trójca, 1411-27. Foto: Wikipedia

podejście do schroniska Astraka

Zbliżałem się do wioski Megalo Papingo na 22 kilometrze trasy i moje tempo mocno spadło. Zbieg skończył się już jakiś czas temu, zaczynał się największy na trasie podbieg do schroniska Astraka na wysokości 1900 m. Biegłem sam. Moi biegowi towarzysze z pierwszej części trasy dziwnym zrządzeniem losu oboje skręcili kostki i wycofali się z wyścigu. Niemniej Papingo – w swoich dwóch odsłonach Megalo i Mikro – nadal robiło piorunujące wrażenie. To chyba najpopularniejsza wioska w Zagori, zadbana i pełna życia, gdzie odsetek opuszczenia jest zauważalnie mniejszy, ale podobnie jak wszędzie w Zagori – królestwo szarego kamienia. Jedynym utrudnieniem dla biegacza są kamienne ulice, które co pół metra mają poprzecznym rząd wystających kamieni, więc nogi trzeba podnosić nieco wyżej (rozumiem, że takie rozwiązanie miało zmniejszyć możliwość poślizgu osłów i mułów – kiedyś głównych użytkowników tych arterii). Podbieg jest długi i mozolny. Odbiera resztki sił, szczególnie  zawodnikom, którzy nieco przeszarżowali na wcześniejszym zbiegu. Pewnym urozmaiceniem są zawodnicy dłuższego dystansu Zagori  TeRA 80 km, którzy biegną po tej samej trasie ale w odwrotnym  kierunku. 

Mega Lakkos, końcowy fragment, Zagori Mountain Running 2022.

Nie wiem dlaczego miałem jakieś głębokie przekonanie, że za schroniskiem Astraka podbieg się skończy. I właściwie się skończył ale… tylko na moment. Krótki zbieg był koszmarnie trudny technicznie, a może tylko tak mi się wydawało, w każdym razie zwolniłem wyraźnie i zaczęły mnie wyprzedzać dziewczyny. Rodzajem wysokogórskiej doliny przekraczaliśmy właśnie masyw Tymfi ze szczytami przekraczającymi 2400 m po obu stronach. Było zielono. Wyjątkowo obfite opady deszczu w tym roku sprawiły, że góry ciągle były pełne życia, a kamienie hojnie rozmieszczone na ścieżce ukrywały się w trawie. Za to wierzchołki szczytów Gamila, Astraka i Karteros były tradycyjnie białe i jak zwykle przypominały włoskie Dolomity (rzeczywiście, częściowo zbudowane są ze skał dolomitów). Cały czas biegłem lekko pod górę, wkrótce przez przepiękne zbocza Mega Lakkos – bocznego odgałęzienia Wąwozu Vikos – wspinając się coraz wyżej po jego stromych zboczach.

Taniec Geranos. Ilustracja z książki: Richard Thomson - The Dance; Historic Illustrations of Dancing From 3300 B. C. to 1911 A. D.

taniec skupia energię

Wyrażenie „biegłem” nie jest chyba do końca precyzyjne. Przemieszczałem się raczej lub pokonywałem góry w stylu, który specjaliści nazywają speed hiking, ale wg terminologii van der Leeuw’a można by powiedzieć, że był to krok z lekka taneczny… Bo skoro „rytm tańca przejawia się na dwa sposoby: skupia on energię i znów ją rozładowuje” moje poruszanie się na tym docinku było dokładnie takie: kilka szybkich kroków, kamienie, zmęczenie, zwalniam, ponownie przyspieszam, kamienie, podbieg, zwalniam. Nie martwiło mnie to nawet. Wokoło było tak pięknie, że może nie warto się spieszyć, może taki właśnie styl pokonywania gór jest najbardziej inspirujący?. Ponownie zacząłem się zastanawiać na czym polega ta niezwykła siła gór, dla mnie i dla wielu innych. Na czym polega atrakcyjność przemieszczania się w górach? Pokrewieństwo z tańcem wg VIC  i wg van der Leeuw’a okazało się niezwykle cenne. Mógłbym dosłownie zamienić słowo „taniec” na „bieg w górach” i następujący fragment opisywałby dokładnie moje doznania tego lipcowego dnia w Zagori:

“Zawsze zawarta jest w tańcu świadomość szerszego i głębszego tła niż to, jakiego dostarczają nam wydarzenia codzienności. Życie staje się poprzez taniec czymś szczególnym: budzi w duszy człowieka pogodne poczucie wolności i błoga świadomość jakiejś przemożnej energii, która zdaje się nas unosić w powietrzu.”

Wyrwanie z codzienności, poczucie wolności, przemożna energia i poczucie unoszenia się w powietrzu – to przecież te doznania, które na co dzień odczuwają biegacze! Nie wiem czy Gerardus van der Leeuw był bardziej religioznawcą czy prorokiem, z poniższego fragmentu wynika, że z pewnością był urodzonym biegaczem, szczególnie kiedy pisze o biegu/tańcu: „Rytm zniewala, chwyta i ogranicza życie, dając mu przez to moc. Można przejść od rzeczy trywialnych aż do najwznioślejszych, mówiąc: zniewala stopy, zniewala duszę i bogów. Jest pulsowaniem życia organicznego, zgodnie z nim bije tętno naszego istnienia duchowego, jest wirowaniem wszechświata i paradnym krokiem bogów”.
Dokładnie tak o tym zawsze myślałem: pulsowanie życia organicznego, bieg jako doznanie duchowe. nie tylko czysto fizyczna aktywności, wirowanie wszechświata – dlaczego nie? Ale paradny krok bogów? – to może w niebie nie tylko tańczą ale i biegają?

Wg zegarka przejście odcinka od schroniska Astraka do końca Mega Lakkos zajęło mi nieco ponad półtorej godziny. Ale dla mnie była to całą wieczność, jakby poczucie czasu zupełnie mnie opuściło. Szedłem jednak, byłem w drodze.

Kadry z bardzo ciekawego wideo ze słowami do utworu Age of Aquarius. Niestety wytwórnia nie podaje autora animacji. Napalm Records

motyw uporczywej wędrówki

W muzyce Villagers of Ioannina City jest jeszcze jeden rozpowszechniony i intensywnie angażujący motyw, który można by tu nazwać motywem uporczywej wędrówki. Motyw niezależny od tańca, ale często z nim związany, oba występują czasami nawet w tych samych utworach. Bo taniec jest u nich także rodzajem wędrówki. Wędrówka, podróż, droga jest u Villagersow wszechobecna i nieuchronna. Tak nieuchronna, że w jednym z utworów (Part V) na początku pojawia się nawet metronom. Bohaterowie Villagersów prawie w każdym utworze gdzieś idą, skądś przybyli, przemieszczają się przez przestrzeń i czas, nawet z prędkością światła, często po kole, bo wszystko zmienia się cyklicznie. Jednak ktoś, kto śledziłby tylko słowa piosenek VIC nie od razu zrozumie, że to są to utwory drogi. Uporczywa wędrówka przejawia się bowiem przede wszystkim, w warstwie czysto dźwiękowej. Muzyka Villagersów toczy się w rytmie drogi.
Mimo, że na pierwszy rzut oka VIC to zespół metalowy, nie ma właściwie tak popularnych w heavy metalu szybkich numerów, z na wyścigi wykrzykiwanymi tekstami. W warstwie muzycznej to raczej wędrówka w tempie umiarkowanym, a nie szybki bieg. Nie chodzi tu tylko o bit, szybkość uderzeń werbli czy talerzy perkusji, także frazowanie i następstwa akordów ten umiarkowanych ruch obrazują. Nawet jak początek ma formę przygrywki, uwertury, czyli formy muzycznie statycznej, zaraz pojawia rytm i ruszamy w drogę. A droga ta często prowadzi oczywiście… przez góry. To ile razy w twórczości zespołu z Ioanniny pojawiają się góry doprawdy mnie zadziwia. Bohaterowie VIC albo przyszli z gór, albo idą w góry, albo wzywają aby iść w góry, zarówno w utworach z pewnym społecznym zacięciem (Zvara), jak i tych kosmiczno-mitologicznych (Age of Aquarius, Father Sun). Nie są to jednak żadne konkretne góry, w utworach VIC nie ma nazw szczytów czy pasm górskich. W tym sensie nie jest to twórczość „miłośników gór”. Góry są raczej podstawowym i oczywistym (a  może i najważniejszym) obszarem ludzkich aktywności.
I trudno się dziwić, skoro 82 procent powierzchni Grecji to góry. Widać je z każdego miejsca, nawet tak płaskiego jak Larisa, a wokół wielu wierzchołków morze szczytów rozciąga się po horyzont, we wszystkich możliwych kierunkach. Bogowie starożytnej Grecji żyli w górach (identyfikacja ze starożytnością jest tutaj przecież bardzo łatwa, chociaż niepopularna). Rewolucja z początku XIX wieku wyszła z gór, wojna domowa w latach 40-tych XX wieku także odbywała się w dużej części w górach. Ale nie tylko o historię tu chodzi. Kulturowy krajobraz współczesności to także krajobraz górski. Bardzo wiele miast greckich położonych jest na zboczach, a ulice są tam tak strome, że często zmieniają się w schody. Świątynie antyczne, wszystkie starogreckie teatry, twierdze i zamki z różnych okresów historycznych (jest ich w Grecji całe mnóstwo) – wszystkie położone są w górach. Gdyby biegania po górach nie wymyślono w Ameryce i we Francji z pewnością stało by się to w Grecji – ten kraj jest stworzony do górskich aktywności. Grecja to  nie plaże, Grecja to góry! 

Góry Grecji w pobliżu Delf w południowej części kraju.

meta w Tsepelovo

Podbieg skończył się na cztery kilometry przed metą. Wcześniej udało się w końcu uciec z Mega Lakkos, czyli wielkiego wąwozu z widokiem na wyschniętą rzekę w dole. Krótki płaski odcinek, ostatni punkt żywieniowy i byłem na zbiegu. Wiedziałem, że tak będzie, znałem ten fragment z treningów. Na początku łagodnie, a później karkołomne, strome Tsepelovo Stairs, pełne ruchomych kamieni i serpentynowych zakrętów, którymi biegliśmy pod górę na samym początku. Odzyskałem nieco siły i zacząłem przyspieszać. Widać był już Tsepelovo w dole, słychać było odgłosy mety. Ostatnie metry Zagori Marathon to chyba jedna z najpiękniejszych końcówek biegów w Grecji. Tsepelowo wita nas tropikalną zielenią i kilkoma opuszczonymi zabudowaniami, później jest kościół i główny plac wioski z potężnymi platanami, wieloma tawernami i kafejkami, a na koniec główna ulica, aż do opuszczonej szkoły, gdzie jest meta. Po drodze okrzyki, brawa, muzyka, setki ludzi kibicujących w tawernach i na ulicy tak, że trzeba prawie przeciskanie się przez tłum. Cała wioska żyje przez ten kilka dni tylko tymi zawodami, atmosfera jest doprawdy niesamowita. Na mecie byłem po 6 godzinach i 25 minutach jako 27 zawodnik. Z jednej strony wolałbym skończyć poniżej sześciu godzin, z drugiej trochę szkoda, że coś tak niezwykłego skończyło się tak szybko.

VIC

VIC - na żywo. Zdjęcie z profilu Fb grupy.

kosmiczna muzyka Villagersów

Era Wodnika, taniec, wędrówka przez góry, Zagori Running – ciągle jesteśmy na Ziemi. A może to za mało. Muzyka Villagers of Ioannina City ma przecież oczywisty aspekt kosmiczny. I podobnie jak w przypadku innych  motywów, przejawia się on także w warstwie czysto dźwiękowej, nie tylko słownej. Na płycie Age of Aquarius znajdują się dwa czysto instrumentalne utwory: Arrival i Sparkle out of Black Hole. Arrival to ewidentnie, odmalowana środkami muzycznymi, scena lądowania statku kosmicznego. Mimo ograniczonego instrumentarium (ponownie solo na dudach), scena bardzo sugestywna, której z pewnością nie powstydziłby się sam Vangelis, prawdziwy arcymistrz „kosmicznej muzyki”. Z dramaturgii płyty – Arrival pojawia się zaraz po pełnym oczekiwania i bogatym w treść Dance of Night – wynika, że chodzi o przybycie tytułowego Wodnika. Byłaby on zatem połączeniem demiurga, nowej nadziei ludzkości i podróżnika przemierzającego bezmiar kosmosu. Bezmiar w sensie dosłownym, bo VIC wykazuje zadziwiającą znajomość najnowszych teorii fizyki kwantowej i kosmologii, z upodobaniem używając określeń typu: „z prędkością światła”, „zakrzywienie czasu i przestrzeni” czy „iskra z czarnej dziury”.
Szczególnie to ostatnie określenie wydaje się bardzo interesujące. Ma oparcie naukowe w twierdzeniu wielkiego fizyka Stephena Hawkinga, który już w 1974 roku sugerował, że czarne dziury nie są takie czarne, w istocie, ze względu na efekty kwantowe, muszą emitować rodzaj promieniowania, w efekcie bardzo powoli tracą energię i masę i kiedyś zupełnie wyparują (w przypadku małych czarnych dziur stanie się to dosyć szybko, ze spektakularna eksplozją na koniec!).
Określenie „sparkle out of black hole” byłoby zatem naukowo sensowne, ale przede wszystkim niezwykle bogate w skojarzenia. W utworze „Cosmic Soul” pojawia się jako synonim innego świata, miejsca gdzie rodzi się kosmiczna dusza, a także metafora ostatecznego pokonania własnych słabości, odkrycia wewnętrznej kosmicznej duszy, duchowej miłości i zbawienia. Nic dziwnego zatem, że w innym utworze (Nova, z płyty Riza) pojawia się niesamowity obraz jasnego światła (halo) otaczającego wszystkie żywe istoty. Mamy przecież erę Wodnika, świat zostanie odmieniony, zbawienie ogarnie cały kosmos (nawet demony – to stwierdzenie z innego utworu VIC), zapanuje sprawiedliwości i powszechne szczęście. W ten oto sposób hippisowska idea Ery Wodnika znajduje swoją ostateczną definicję.

Słynne, pierwsze w historii, zdjęcie super masywnej czarnej dziury w centrum galaktyki Messier 87, około 55 million lat świetlnych od Ziemi. Czarna dziura ma masę 6.5 miliarda razy większą od masy Słońca. Nie możemy oczywiście zobaczyć samej czarnej dziury, to co widać na zdjęciu to wirująca materia zbliżająca się do horyzontu zdarzeń.
Foto: Event Horizon Telescope collaboration et al., 2019.

iskra z czarnej dziury

Jeśli „sparkle out of black hole” jest jej najdoskonalszą metaforą, możemy ją nawet usłyszeć. Sparkle out of Black Hole jest bowiem ostatnim utworem na płycie Age of Aquarius. Ponownie kosmiczne dźwięki, ponownie ilustracyjny aspekt muzyki VIC i ponownie niezwykle sugestywny obraz. „Muzyka elektroniczna” osiągnięta prawie wyłącznie gitarowymi riffami. Pełnymi przesterów, ostrych krawędzi i szalonej ekspresji. Słyszymy jak kwant światła odrywa się od horyzontu zdarzeń, traci swojego wirtualnego partnera i umyka z wrzaskiem w przestrzeń. Czy może być coś bardziej niesamowitego? Okazuje się, że niemożliwe istnieje.

Villagers of Ioannina City najlepsi są na żywo. Ich muzyka robić rzeczywiście piorunujące wrażenie w bezpośrednim odbiorze: improwizacje są dłuższe, gitarowe riffy bardziej dzikie i porywające, a uderzenia perkusji przytłaczające. Do tego oczywiście reakcja publiczności, wspólne śpiewy, tańce, śpiew w dwugłosie, oszałamiający aplauz, itd. Through Space And Time Show, Alive in Athens 2020.

więcej informacji

Oficjalna strona internetowa Villagers of Ioannina City jest tutaj
Wszelkie szczegóły dotyczące zawodów Zagori Mountain Running można znaleźć tutaj
Informacje o wielu innych zawodach biegowych w Grecji w moim przewodniku biegowym na stronie, czyli tutaj

Larisa – Delphi – Karpenisi – Chania, wrzesień/październik 2022

ZOBACZ TAKŻE

Olympus Mythical Trail

Spośród wielu greckich wynalazków sport zrobił chyba największą karierę. Filozofii prawie nikt już nie uprawia, nauki prawie nikt już nie ceni, a sport święci triumfy.

+ READ MORE

Zawody biegowe w Grecji

Przegląd ważniejszych greckich biegów górskich, ale tylko tych, w których brałem udział, lub co najmniej znam trasę, bo przebiegłem ją poza zawodami (dwa takie przypadki).

+ READ MORE
Rodopi

Rodopi Ultra Trail

Każdy bieg pojawia się na początku w opowieści. A zaraz potem w wyobraźni, która nie pozwala zapomnieć i coraz natarczywiej domaga się realizacji. Wielu przyjaciół opowiadało mi o Rodopi Ultra …

+ READ MORE

Lost Trail

Na jakiejś mapie pogody zobaczyłem, że do Grecji zbliża się tajfun Janus. Ale tajfun na Morzu Śródziemnym? Przecież tu prawie nie wieje wiatr. Cokolwiek to było, przywiało nad Olimp ciężkie …

+ READ MORE

Goumarostali Vertical Mile

Logo zawodów Goumarostali Vertical Mile na pierwszy rzut oka przypomina tarczę rycerską. Podobny kształt, główny napis na górze i postać patrona w samym środku.

+ READ MORE

Dysk z Fajstos

Nawet gdyby komuś objawił się we śnie król Minos i wyjawił prawdziwe znaczenie inskrypcji, inni i tak by nie uwierzyli

+ READ MORE

Blade Runner na Peloponezie

Tego dnia miałem przejechać przez góry. Niewysokie. Oddzielające środkową część Peloponezu od wschodniego wybrzeża. To było w drugim tygodniu mojej podróży wokół wielkiego greckiego półwyspu.

+ READ MORE
cicada

Tajemnicze życie cykady

Był środek upalnego lata, szczyt sezonu urlopowego. Stałem przed Muzeum Archeologicznym w Heraklionie na Krecie, wśród tłumu turystów.

+ READ MORE